piątek, 27 lipca 2012

rozdział 1.

*w dzień wyjazdu*
-Julia, wstawaj już- zawołała mnie mama- za 2 godziny macie samolot!
- Już, już idę - odpowiedziałam jej. Ubrałam się w to >Klik< i zeszłam za dół. Włosy dzisiaj związałam w kitkę. 
Niedługo później do mojego domu jak szalona, wpadła Ada. Była taka szczęśliwa, że opisać się tego chyba nie da. 
-Julia, czaisz to?! Za kilka godzin będziemy w Londynie! Szczyt marzeń!
-Tiaaaa, czaję. 
-No co ty, czemu się nie cieszysz? 
-Cieszę się, tylko mam dość tego Twojego ciągłego gadania o tym, że spotkamy 1D, chociaż ich nie spotkamy. 
-Daj spokój, przecież...
-Dziewczynki!- przerwał nam tata. - taksówka przyjechała, schodźcie już!
No i zeszłyśmy. Pożegnałam się z rodzicami i ruszyłyśmy taksówką w stronę lotniska. 
-Nie mogę w to uwierzyć!- pomyślałam- Londyn, moje marzenia właśnie się spełniają. Jak to możliwe?
Z zamyśleń wyrwał mnie dzwonek telefonu. Patrzę na wyświetlacz: Dawid- mój chłopak. Tak właściwie, nie wiem, dlaczego z nim jestem. Nie mamy wspólnych zainteresowań, nie mamy nawet o czym gadać. Sprawdzę lepiej czego chce ode mnie. 
-Halo?
-Cześć, kochanie. 
- Tak , cześć. 
-Coś nie tak? 
-Niee, wszystko w porządku. 
-Aha, to dobrze. Słuchaj, może spotkalibyśmy się na fontannie w parku?
-Wiesz, co. nie powiedziałam Ci jednej rzeczy.
-Ale jakiej?
-Bo ja... 
cisza.
-bo ja...
- no mów!
Czułam się źle nie mówiąc mu, o tym, że wyjeżdżam, ale na pewno robiłby mi wyrzuty i też chciałby jechać, a ja chciałam od niego trochę odpocząć.
-że co?! dlaczego nic nie powiedziałaś? 
-muszę kończyć, pa!- na moje szczęście właśnie miałyśmy wysiadać. Zapłaciłyśmy i weszłyśmy na lotnisku. Po odprawie, musiałyśmy już iść do samolotu po było już późno. Lot minął dobrze. W końcu nadszedł czas lądowania. Coś się zaczęło dziać. Nie wiedziałam o co chodzi. Nagle  urwał mi się film. 

*jakiś czas później* 
Lądowanie nie poszło sprawnie. Ja byłam w dobrym stanie, miałam kilka zadrapań, ale nic większego. Ada, natomiast była w stanie opłakanym. Cały czas siedziałam przy niej. Postanowiłam wyjść na chwilę po coś do jedzenia. Idąc wpadłam na jakiegoś chłopaka. 
-Patrz jak leziesz Ty... - i nagle urwałam. Byłam zszokowana. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz