-Bądźmy dobrej myśli...
-Okej, to ja już chyba pójdę- powiedziałam po raz kolejny.
-Czekaj...- znów mnie zatrzymał.
-Co znowu?
-nie odpowiedziałaś mi.. - ja O.o, a on taki uśmieszek.
- na co ? 0.0
- czy chcesz być moją dziewczyną?
- o.o posłuchaj, nie mówię nie, ale nie mówię też tak. Bo co jeśli rodzice się nie zgodzą i nie będziemy się widywać... A w ogóle, to muszę pierw skończyć z tym czymś co zostało w Polsce.
- Okej. To idź już spać. Dobranoc.
*12:00*
Czuję, że ktoś mnie głaszcze po ramieniu. Otwieram oczy. Paczę : Harry i jego zielone paczały *.*
-Wstawaj już, pospało się trochę, no nie? - powiedział.
- Po takiej nocy? no a jak inaczej?- odpowiedziałam.- posłuchaj.
-Tak?
-Ty na serio mówiłeś z tą przeprowadzką... - przerwałam, przełknęłam głośno ślinę.- i z tym, że mnie kochasz?
- jak mógłbym kłamać, w takich sprawach się nie kłamie. A teraz już ubieraj się i na śniadanie. właściwie chyba lunch. - i wyszedł.
Wstałam, ubrałam się, włosy rozczesałam i związałam w kitkę. Zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Zjadłam sobie tosty, zrobione przez Nialla i poszłam przed TV gdzie siedzieli już chłopcy.
- To co dzisiaj robimy , jakieś propozycje? - spytałam.
- jest 13:00. Za oknem... leje.
- y, Julia możemy pogadać?- wtrącił Harry.
- jasne. - i ruszyliśmy w stronę jego pokoju.
....
- o czym chciałeś porozmawiać?
- chłopakom się nic nie chce dzisiaj. Może poszlibyśmy na kolację dzisiaj wieczorem.?
- z miłą chęcią- bez zastanowienia zgodziłam się.
- to na 18:00 zarezerwuję nam stolik bądź gotowa o 17:30.
- Okeej - i wyszłam.
Pomyślałam, że muszę jakoś elegancko wyglądać. Poszperałam trochę w szafie. Nic nie ma. Nie brałam, bo nie myślałam, że coś takiego się wydarzy. No nic, muszę iść coś kupić.
-A gdzie Ty idziesz? - złapał mnie przy wyjściu Lou z marchewką w ręce.
-idę do sklepu, muszę coś kupić.
-konkrety.- taa, wścibskość.
- Harry zaprosił mnie na kolacje. Nie mam żadnej sukienki. Muszę jakąś kupić.
- Może pójdę z Tobą? - spytał.
- Jeśli chcesz.
Ruszyliśmy. Byłam w kilku sklepach. Lou pomagał mi wybrać. Kupiłam trzy sukienki.
- O nie!- zajęczał.
-Co?
-Paparazzi.
-iii?
- jeśli nas zobaczą- po nas.
- dobra, wiejemy!- rozkazałam i pobiegliśmy.
Kiedy wróciliśmy była już 16:30. Okej- mam godzinę. Wzięłam kąpiel, wysuszyłam włosy, związałam je w koka i włożyłam to >klik< zrobiłam makijaż i zeszłam na dół.
-Wow, cudownie wyglądasz.- skomplementował mnie :)
-Dzięki, Ty też nieźle.
-Dobra idźcie już , bo zaraz rzygnę tęczą. - powiedział Lou przechądząc z salonu do kuchni.
Z uśmiechem na ustach weszliśmy do samochodu
świetnie ci idzie ;***
OdpowiedzUsuń