wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 20.

*oczami Harrego*
Właśnie wiozą ją na salę operacyjną. Może się uda... Nie! Nie "może"! Na pewno! Przecież musi.

***
- Operacja...
- Tak?!- krzyknęliśmy wszyscy jednocześnie. 
- udała się. 
- Czyli żyje?! - powiedziałem.
- Tak, ale jest przemęczona. 
- Mogę tam wejść?- spytałem. 
- Tak, tylko proszę jej nie męczyć. 
Wszedłem do sali. Ujrzałem Julię.
- Dziękuję. - powiedziała słabym głosem.
- To ja dziękuję. 
- Harry. 
- Tak? - usiadłem 
- Justin zaproponował mi, żebym pojechała z nim do Ameryki. - Że co? serce zabiło mi mocniej. 
- Zgodziłaś się?
- Nie. - uuffff. - Ale nie wiem , czy nie powiedzieć tak. 
- Dlaczego ? 
- Tu spotykają mnie i w tym Ciebie, same nieszczęścia. Wakacje trwają, a to już drugi wypadek w tym miesiącu, a to wszystko tylko dlatego, że jestem z Tobą Harry.
- Jeśli i Ty wyjedziesz, to ja pojadę za Tobą. 
- A co z chłopakami?
- Nie wiem ... Może przeprowadzimy się wszyscy do Ameryki...
- Hej, jak się czujesz. - wpadł Justin. 
- W porządku. Trochę słabo. 
- A zdecydowałaś się już? 
- Tak. - to mnie zabolało. Powiedziała tak. Tak, tak, tak. Nie mogę w to uwierzyć. Ale nie powiedziała, że zrywa. Wyszedłem. Nie wytrzymałem. Chodziłem w te i we wte przed szpitalem. Nagle wypadł Justin. 
- Co? Zrujnowałeś mi życie! Mój związek! - zacząłem na niego krzyczeć. 
- Posłuchaj. Przepraszam. Jeśli chcesz możesz jechać z nami. 
- Tak ? A co z chłopakami? - byłem totalnie wkurzony.
- Też mogą. Jechać.

*oczami Julii.* 1 tydzień później. 
Zostały nam 2 dni do wyjazdu. Jestem z Harrym. Justin został do czasu wyjazdu. Żałuję, że nie poznałam go wcześniej.

_________________________________________
Hej, to koniec opowiadania, ale będzie jeszcze Epilog. Dodam go za 1-2 dni :)

niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 19.

Wstałam o 9:00. Ostatni dzień do spędzenia z Justinem. Wyszykowałam się, byłam ubrana w to i doszła 10.00. Zeszłam na dół. Chciałam jak najlepiej spędzić ten dzień. W kuchni siedział już mój brat. Wzięłam coś do jedzenia i usiadłam koło niego.
- Hej, może spędzimy ten ostatni dzień razem? - spytałam.
- Jasne, właśnie chciałem to zaproponować.
- To co robimy?
- Może skoczymy do kina na jakiś film, co ?
- jasne, może Step Up 4 ?
- Okey, chciałem to zobaczyć właśnie.

- Chłopaki wychodzimy! - krzyknęłam na do widzenia. Nie uzyskałam odpowiedzi.
- Dobra. Kierunek kino- powiedział Justin, gdy weszliśmy do samochodu. Całą drogę przegadaliśmy o różnych rzeczach.

Po filmie poszliśmy do parku. Kupiliśmy lody i spacerowaliśmy.
- Ej, Julia, ja mam propozycję. - zaczął.
- Jaką?  - nie ukrywam, byłam ciekawa.
- Jeśli chcesz, możesz pojechać ze mną do Ameryki. - OMG 0.o
- I zostawić Harrego i całe 1D, Dan, Elke i Perrie ?
- Wybieraj, albo oni, alo ja...
- Nie mogę uwierzyć, że stawiasz mnie przed takim wyborem.
- Słuchaj ja chcę dla Ciebie jak najlepiej...
- Jeśli chcesz dla mnie jak najlepiej, to skocz po coś do żarcia, bo zaraz umrę z głodu- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Dobra poczekaj chwilę :) .
Usiadłam na ławce. Nagle podszedł do mnie ktoś. Przyłożył mi nóż do ciała.
- Albo zerwiesz z Harrym, albo nigdy go już nie zobaczysz. - powiedziałam.  Nie wiem co było dalej. Słyszałam tylko wołanie Justina o pomoc...

*oczami Justina*
Szedłem sobie właśnie z hot-dogami , kiedy zauważyłem, że ktoś grozi Julii. Podbiegłem do niej. Chyba już za późno - pomyślałem wtedy. Wezwałem karetkę. Kiedy byliśmy już w wozie zadzwoniłem z jej komórki do Harrego.
- Halo?  - odebrał.
- Harry, jedź do szpitala, ktoś pociął Julię.
- Że co?! Już jadę. Tylko do którego szpitala? - podałem mu adres - zaraz będę.

*oczami Harrego*
O nie!
- chłopaki jedziemy do szpitala.
- Po co?
- Juilii ktoś coś zrobił. Nie wiem o co chodzi, ale Justin dzwonił.
- On jej coś zrobił.
- Nie to raczej nie on. On taki nie jest.
Byliśmy już w szpitalu. Jakaś  pielęgniarka powiedziała nam gdzie ona jest i szybko popędziliśmy na sale. Justin płakał. Mi też łzy spływały po oczach.
- Panie doktorze, co jej jest?! - spytałem.
- Jest w śpiączce.
- A kiedy się wybudzi?!
- Tego nie wiemy.
- Julia! Czemu ty mi to robisz? - padłem na kolana i złapałem ją za rękę. - już drugi raz muszę to przeżywać. Dlaczego? Ja się pytam. Przecież wiesz, jaka jesteś dla mnie ważna, mówiłem ci to ostatnim razem. Proszę Cię, żyj! - rozpłakałem się. Podszedł do mnie Justin. Przytuliłem go. Nie wiem czemu. Po prostu, tak o.

*oczami Justina* 2 dni później.
Miałem jechać już wczoraj, ale zostałem. Julia teraz potrzebuje opieki. Żałuję, że wcześniej jej nie znalazłem. Razem z chłopakami dzień i noc siedzimy w tym cholernym szpitalu przy Julii. Na zmianę. Lekarz powiedział, że mamy z nią dużo rozmawiać, więc rozmawiamy. Jestem im wdzięczny, że się tak o nią troszczą.

*oczami Julii*
Leżę w tym szpitalu. Słucham co do mnie mówią. Nie wiem, kiedy się obudzę. Może lepiej nigdy? Cały czas wypadki i kłopoty. A tak będą mieli spokój ułożą sobie życie beze mnie...

*oczami Harrego*
Boże... Julia kiedy Ty się obudzisz. Czy w ogóle się obudzisz? - te myśli zakołkowały mi się w głowie na amen. Nie wiem, co ja zrobię
______________________________________
Przedostatni rozdział ..

piątek, 24 sierpnia 2012

Rozdział 18.

- To jak, idziecie ? - spytał nas Justin.
- No, jasne. Tylko się w coś przebierzemy. - rzuciłam i pobiegliśmy z Hazzą na górę.
Ubrałam TO , Harry ubrał biały T-shirt i marynarkę i zeszliśmy na dół. Selena i Justin czekali już w samochodzie. Dziwne, ale jakoś tej Seleny nie polubiłam. Udawałam jednak, że jest inaczej. Po skończonej kolacji wróciliśmy do domu. Jus i Sel jeszcze pojechali do jej pokoju hotelowego. Miał wrócić niedługo, a ponieważ pojechali samochodem my, musieliśmy zrobić sobie spacerek.
- Co o niej sądzisz ? - spytałam Harrego.
- Nie za bardzo ją polubiłem.
- Ja  też. Zobacz jak się dobraliśmy.
- a co myślisz o Justinie? - spytał.
- Hmm, chyba nie jest taki zły.
- Teraz nie, a wcześniej to mówiłaś " aaaa psychopata, aaa" - zaczął mówić cienkim piskliwym głosem i latać w kółko jak opentany.
- Ej, jak tak nie mówie!
- No już, niee...
- MÓW DO RĘKI!!! - zaczął brechtać, a ja mu zawtórowałam.
Doszliśmy do domu. Było po 21. Usiedliśmy na kanapie. Harry zaczął się do mnie z lekka "dobierać" xd.
- Harry! - krzyknęłam i odepchnęłam go.
- Sorry... Ale nie chcesz, serio?
- Nie, jeszcze nie teraz... Mam złe wspomnienia. Ale i tak jest jeden plus!
- Jaki?
- I tak musimy spać razem xD
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ej, 21.30, może obejrzymy jakiś film?- spytał Harry.
- Ale jaki?
- Może horror?
- Nie. Harry, proszę Cię nie.
- Okeej, to co wybierasz?
- Hmm... Może jakiś animowany.
- o jezuuu. Dziecinnego coś wolisz?
- Tak, poza tym, jakby coś, to ja jeszcze jestem dziecko, Haroldzie. Może "Madagaskar 2"?
- Skoro chcesz.
Harry niby tak nie chętnie to oglądał, był taki naburmuszony, ale po jakimś czasie, rozluźnił się i normalnie oglądał, śmiejąc się i w ogóle. Wkrótce przyszedł Justin i oglądał z nami. Jeśli chodzi o chłopaków, to nie wiem co się z nimi działo. Ok. 23.00 położyliśmy się spać
______________________________________---
Odpowiadam na komentarze pod ostatnim postem:
Otóż, kończę, gdyż rozdziały mam napisane już, i taka kolej rzeczy : coś się kończy, a coś zaczyna.
jeszcze 19, 20 i epilog :)

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 17.

UWAGA. TERAZ ZMIENIAM MAŁĄ CZĘŚĆ. TATA JULII BYŁ Z POCHODZENIA AMERYKANEM I ZANIM URODZIŁA SIĘ JULIA, MIESZKAŁ W AMERYCE. DO POLSKI PRZYJECHAŁ I POZNAŁ JEJ MAMĘ.
Opowiadanie : ____________________________________________________

Moim bratem był... Justin Bieber?! Że co?! Jak to?! O boże... Otworzyć poszedł w ogóle Niall. Darł się
- Justin?! Justin. o matko, to Justin!- szybko podlecieliśmy wszyscy tam.
- One Direction? - spytał mój BRAT. - chyba pomyliłem numery. Szukam mojej młodszej siostry. Julii. - byłam w niebie. Mam brata i chłopaka. Bożyszcze nastolatek. Chyba śnie.
- To ja. - odezwałam się nieśmiało.
- To Ty? A tak w ogóle to czemu z nimi mieszkasz? - spytał nieco zakłopotany.
- Em, może nie będziemy stali tak w drzwiach, tylko wejdziemy? - powiedział Liam.
- Jasne. - Niall chodził cały podjarany, że Justin Bieber będzie mieszkał w jego domu.
- No to... - zaczęłam.
- To ? - powiedział JB. xd
- Po co przyjechałeś? - wypaliłam jak głupia.
- Chciałem w końcu poznać moją siostrę, chociaż powiem szczerze, już nieraz widziałem Cię np. w telewizji. Dlatego nieco się zdziwiłem.
- Widziałeś mnie w telewizji?! - teraz to ja byłam zdziwiona. - Po co tam ja...
- Bo jesteś z Harrym, tak ? - powiedział.
- No tak. Ej- powiedziałam. - dlaczego Wy się nie odzywacie? - spytałam chłopców.
- Może pokażesz Justinowi pokój Julia, co ? - spytał Lou.
- Jasne, chodź. - powiedziałam, a mój brat podążył za mną.

-No nie mogę uwierzyć, że jesteśmy rodzeństwem - powiedziałam. - skąd o tym w ogóle wiesz.
- Raz, przeglądałem różne zdjęcia. Zauważyłem, że obok mamy stoi facet. Powiedziała mi, że to mój, a tak właściwie nasz tata. Poszukałem tu i tam i odnalazłem Ciebie. A właściwie to dlaczego Ty tu mieszkasz? - spytał.
- Leciałam tu na wakacje z koleżanką. Niestety ona - łza spłynęła mi po policzku - zginęła. W szpitalu poznałam Harrego. Zaopiekował się mną i teraz jesteśmy parą.
- A rodzice pozwolili Ci tu mieszkać?
- Oni... - nie dokończyłam. Nie mogłam wydusić z siebie słowa więcej.
- A, przepraszam, nie wiedziałem...
- Nie ważne. Życie jest jakie jest i tego nie zmienisz. - siedzieliśmy tak chwilę w ciszy.
- A czy media już wiedzą o naszym rodzeństwie? - spytałam.
- Jasne, chyba tak.
- Będziesz tu tylko 2 dni ?
- Tak. Dzisiaj i jutro.
- Czemu tak krótko?
- Wiesz, koncerty itp. itd.
- Aaaa,
- Wybacz. Zostawisz mnie samego?
- Jasne, już sobie idę.
Wyszłam i zeszłam na dół do chłopaków.
-  I jak Wam się podoba mój braciszek ? - spytałam.
- Omg, Justin Bieber w naszym domu. 2 dni. - westchnął Niall.
- Haha. Przyzwyczajaj się.
- Ej, Julia i Harry. - powiedział Justin, który nagle zszedł do nas- idziecie ze mną i Sel na kolację?
- O matko, Sel tu, w Londynie? - spytałam.
- Ej, a co z nami?! - krzyknął Niall.
- NIALL! - krzyknęłam
- Okej, okej. Mam jeszcze jedzenie...
________________________________________________
Dobra, wiem, że JB nie ma 20, ale to tylko opowiadanie xdd

Rozdział 16.

- Coś się stało ? - spytał Harry. No tak, on nie rozumiał co mówię.
- No jakby, przyjeżdża mój brat.
- Przecież Ty nie masz brata.
- Też tak myślałam... Do teraz.
Opadłam bezsilnie na łóżko.
- Nie martw się,  wszystko będzie dobrze. Może on nie będzie taki zły. - dodał mi otuchy.
- Może... A może będzie jakimś psychopatom. Co jeśli przyjeżdża tu, żeby nas wszystkich pozabijać?!- zaczęłam panikować.
- Spokojnie - powiedział Harry z uśmiechem. - Ej, chodźmy na dół coś zjeść. Głodny jestem.
- Taa, ja też.
Zeszliśmy na dół zrobiliśmy jakieś kanapki i poszliśmy do salonu. Włączyliśmy jakiś film.
- Hej, Julia.
- Tak ?
- A na ile właściwie przyjeżdża ten Twój brat?
- Na dwa dni. Myślę, że wytrzymamy to jakoś. Chyba, że będzie jakiś strasznie zły.
- A słuchaj. Może byśmy zamieszkali razem w jednym pokoju, co ?
- y, no jasne - powiedziałam zakłopotana.
- Tak na pewien okres. Załóżmy na razie , że na te 2 dni.
- Okej. - powiedziałam.

*2 dni później.*
To dzisiaj. Przyjeżdża mój brat. Boję się trochę, ale mam chłopaków, którzy jakby co, to mnie obronią. On miał się zjawić o 11:00, a teraz była 10. Ubrałam to:

uczesałam się, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. 10.30. Pół godziny jeszcze. Zjadłam coś, pogadałam o tym jeszcze z chłopakami i nie zdążyłam się obejrzeć, a mój brat zjawił się w drzwiach. Oniemiałam. No po prostu oniemiałam. Moim bratem był...
____________________________________
fajny moment wybrałam, co nie? :D
tak, poza tym, to wiecie, że jeszcze 5 rozdziałów i koniec ? c:
No, ale dobrze jest. :)

środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 15.

- Że co ?! - wykrzyczałam. Dziewczyna weszła do sali.
- No to pogadajcie  sobie - powiedział Liam.
- Liam nie... idź - kurde, nie słuchał.
- Dlaczego to zrobiłaś? - spytałam nieznajomej.
- Och, dlaczego? Zabrałaś mi Harrego! - odpowiedziała.
- Że co?!
- Jeszcze pożałujesz suko. - powiedziała oschle.
- Że ... ja wypraszam sobie. Jak Ty mówisz ?! Weź... Ogarnij.
- Dobra wychodzę... Ale pamiętaj, to jeszcze nie koniec...
Wyszła, wszedł lekarz.
- Dobrze może pani wyjść ze szpitala. - oznajmił
- o, Julia, masz ciuchy na przebranie. - wparował Zayn, dziwne, myślałam, że Harry powinien to zrobić...
- dzięki. Wyjdź, chcę się przebrać. - powiedziałam  uśmiechając się.
- Okej, okej, już idę :p - wyszedł.
Ubrałam się w to : link i wyszłam do chłopaków. Jechaliśmy do domu. Harry nie odezwał się całą drogę. Z resztą wszyscy inni również. Gdy weszliśmy do domu była jakoś 18:00.
- Hej, idziemy do klubu. - odezwał się Niall - Julia idziesz?
- Nie, dzięki, wolę zostać.
- Harry ?  - nie odpowiedział. Wszedł do swojego pokoju i trzasnął drzwiami.
- Liam ?
- jasne. Wezmę Dan. Lou bierzesz El ? - odpowiedział.
- no ba. Zayn też idzie z Perrie. - powiedział Lou.
- Czyli nie idzie Julia i Harry. Wszyscy pozostali idą. - podsumował Niall.
- Wszyscy pozostali mają też dziewczyny- zaśmiał się BooBear.
- Oj tam, oj tam. Mam jeszcze czas. - powiedział Niall i wyszli. Zostałam sama z Harrym. Postanowiłam spytać go o co chodzi.
- EJ HARRY - wydarłam się. Zero odpowiedzi. Weszłam do jego pokoju. Leżał na łóżku. Wyglądało to trochę, jakby leżał w grobie. Łzy spływały mu po policzku. - Ty płaczesz... Czemu...
- Nie ważne.
- Harry. jesteśmy ze sobą, w związku nie powinno być kłamstw...
- Dobra. Jestem zazdrosny.
- BUAHAHHAHAHHAHAHAHAHAHA. - wybuchnęłam śmiechem.
- CO ?! - spytał oburzony.
- Zazdrosny ? O kogo ? hahahahha.
- No o Liama.
- O Liama? Czemu?
- Bo chciałaś z nim pogadać. Czułem, że Ci nie wystarczam...
- Jak mogłabym Ci coś takiego zrobić, przecież ja... - naszą rozmowę przerwał nam mój telefon...
- To babcia. Halo? - spytałam.
- Cześć wnusiu. Jak się trzymasz ?
- Jest spoczko. A Ty?
- Posłuchaj. Za 2 dni przyjedzie do Ciebie Twój brat.
- BRAT ?! Jaki brat? Ja nie mam brata.
- No właśnie masz. Ma 20 lat. Jest to pierwsze dziecko Twojego taty.
- Ale po co on tutaj przyjeżdża?!
- Chce Cię poznać. Będzie tu 2 dni.
- Jak on mnie pozna przez 2 dni... Dobra, babcia ja kończe. Pa...
____________________________________________
hej hej :3
Tu pisze imaginy Klik. Zapraszam :>

wtorek, 21 sierpnia 2012

Rozdział 14.

Nagle jakbym przeniosła się jakimś teleporterem. Leżałam w łóżku. Ale nie w swoim łóżku. Widziałam tylko białe ściany. To chyba szpital... Tak to szpital. Usłyszałam rozmowę Harrego z lekarzem. Na szczęście nie zauważyli, że już się obudziłam, więc postanowiłam to wykorzystać i się zabawić. Słyszałam jak siada na krześle obok. Łapie mnie za rękę. Włącz:  http://www.youtube.com/watch?v=Aihu16RyYp8
- Julia proszę... Julia... Julia obudź się... - Łza spłynęła mu po policzku - proszę, jeśli nie obudzisz się ja nie będę miał po co żyć. Kiedy Cię poznałem. To było inaczej. Wszystko tak naraz. Później, jak się okazało, że bliskie nam osoby leżą na tej samej sali, wiedziałem, że i my będziemy sobie bliscy. Chłopaki denerwują się, ale ja zaraz wybuchnę. Wiem, że mnie nie widzisz, dlatego przyznam Ci się, że płaczę. Wewnętrznie i zewnętrznie. Rzadko zdarza mi się płakać, ale jeśli płacze, to tylko z ważnych powodów. I choć wiem, że...
- To takie słodkie. - przerwałam mu.
- Jezu... Dziękuję... - znowu płakał, ale nie wył, po prostu łzy mu leciały. 
- Harry... Ja nie wiedziałam, że jestem dla Ciebie taka ważna i...
- Cśśśś, nic nie mów... To moja wina. 
- Harry nie to nie twoja wina. - wyłącz piosenkę - A tak w ogóle, to co się tu stało? - spytałam.
- A no nic poważnego... - i coś gadał, ale ja nie słuchałam. Bardziej interesowała mnie rozmowa Liama i lekarza.
- A więc, co się stało doktorze? - spytał Li.
- Wygląda na to, że została potrącona podczas przechodzenia przez ulicę.
- Czyli nie szła przez pasy?
- Szła, ale samochód szybko wjechał zza zakrętu. Wygląda na to, że to było celowo.
... - no i tak to mniej więcej było - zakończył swój monolog Harry.
- A tak, tak - wiem , że kłamał. powiedział to , żebym się nie denerwowała. - ej, Harry, mogę pogadać z Liamem? Ale tak na osobności... - powiedziałam. Chciałam się czegoś dowiedzieć.
- yyy... Jasne...  - wyszedł - Liam, Julia chce z Tobą gadać.

*oczami Harrego*
Co ona chciała od Liama? Czy ja już jej nie wystarczam? Ale przecież on ma Danielle. Nie wiem.

*oczami Julii.*
Harry nagle posmutniał. O! Wszedł Liam.
- Co tam mała? - spytał.
- Chciałam Cię spytać duży, czy wiadomo co to za osoba? - walnęłam prosto z mostu.
- Osoba? - spytał lekko zmieszany.
- Tak, ta która mnie potrąciła. - odpowiedział mi na to milczeniem. - słyszałam Twoją rozmowę z lekarzem.
- A tak... wiadomo. To dziwne, ale od razu się do wszystkiego przyznała.
- No tak ale, kto to był?!
- To jakaś nasza fanka, a w szczególności chyba fanka Harrego.
- Ale czemu ona mnie potrąciła i w ogóle jak ona wygląda ogólnie?
- Chyba chciała zwrócić na siebie uwagę. I tak wygląda: dość niska, taka ni to gruba, ni to chuda, ma ciemne oczy, długie włosy i...
- Blond?
- Taa, chyba blond , a co ?
- A bo tak się składa, że z taką rozmawiałam ostatnio w parku. Wypytywała mnie o różne rzeczy, a w dodatku cały czas miałam wrażenie, że to ktoś mnie śledzi. A wygląd się zgadza.
- Więc, to była ona ?
- Raczej tak.
- A więc, będziecie miały okazję razem pogadać bo ona tu jest...
 _______________ 

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

rozdział 13.

Spacerowaliśmy w ciszy. Znowu miałam wrażenie, że ktoś nas śledzi.
- coś nie tak ? - spytał Harry.
-Nie, nie, wszystko jest okej.- odpowiedziałam.
- przecież widzę, że coś się stało.
- tylko Ci się wydaję. - już chciałam iść dalej , kiedy on złapał mnie za nadgarstek.
- widzę, że coś Ci jest - spojrzał mi głęboko w oczy.- MÓW! - krzyknął. Spuściłam wzrok, z oczy spłynęła mi łza. Nie wiem czemu, tak jakoś.
- jezu, Julia, przepraszam. - powiedział, ale ja już uciekłam. Pognałam do domu. Harry chyba za mną nie biegł, niech robi co chce. Wpadłam do domu. Chłopcy siedzieli w salonie, ale nawet nie zauważyli, że przybyłam. Szybko wbiegłam po schodach i pomknęłam do pokoju. Usiadłam na łóżku, po turecku. Łzy spływały mi po policzkach. Nagle do pokoju wpadł Harry.
- Jezu, Juliaa, ja Cię przepraszam, ale... Ty płaczesz?
- nie sikam oczami. - odpowiedziałam sarkastycznie.
- Julia... Ja... nie wiem, co powiedzieć...
- serio ?
- No taak, bo jaa... ja nie chciałem Cię urazić... - odwróciłam się plecami.
- A jednak to zrobiłeś. - powiedziałam.
- Bo widziałem, że coś się dzieje, nie chciałaś mi nic powiedzieć.
- Bo nic mi nie było, uwierz...
- na pewno?
- tak - i pocałowałam go w policzek.
- nie wierzę Ci - powiedział z uśmiechem. Pocałowałam go namiętnie w usta.
- A teraz? - spytałam.
- Teraz owszem. - pokazał rząd swoich zębów. :)  Wyszedł.
Była już 22:00. Weszłam sobie jeszcze na lapka. Sprawdziłam FB i TT i zleciało mi do północy. Wskoczyłam w piżamkę i poszłam spać

*11:00 rano*
Oezu. Czy ja zawsze muszę tak długo spać? nie, no jest okej. Wzięłam prysznic. Ubrałam się w to

uczesałam włosy i zeszłam coś zjeść. Nikogo nie było. No nic. Poszłam do lodówki, na niej wisiała kartka: "jedziemy na wywiad, wrócimy o 16:30, masz klucze i pieniądze jak coś". Okej, znowu mnie zostawili. Zjadłam płatki z mlekiem. Dobiła godzina 12:00. Wyszłam na spacer. Jejciu, zawsze mam to dziwne uczucie. Poszłam do MilkShakeCity. Wypiłam Shake'a i poszłam. Nie wiem gdzie. Szłam przed siebie. Nagle zrobiło mi się czarno przed oczami...
________________________________________________________
Jak sie podoba ? ;d akcja sie rozkręca :D

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 12.


- Chyba zostanę. - odpowiedziałam i zaczęłam jeść.
- Okej, to my lecimy. Będziemy w domu ok. 16:00. Zostawiamy Ci klucze. Łap! - i rzucił, a ja z refleksem złapałam.
Zostałam sama w domu. Trochę mi się nudziło. Postanowiłam wyjść i się przejść po ludzku. Najpierw weszłam do pokoju, żeby się przebrać. Ubrałam to : >KLIK< i wyszłam.
Spacerowałam bez celu słuchając muzyki. Usiadłam przy małym stawku i puszczałam "kaczki". Kamienie skakały po wodzie, niczym piłeczki. Nagle przysiadła się do mnie jakaś dziewczyna. Nigdy dotąd jej nie widziałam.
- jak Ci na imię? - zapytała, gdy ja zdejmowałam słuchawki.
- Julia, a Tobie ? - odpowiedziałam.
- Amy (czyt. Ejmy xd).
- Ładne imię.
- Dziękuję.
- Jesteś stąd?- zapytała.
- Od niedawna mieszkam w okolicy.
- Aaa, dlatego Cię tu nie widziałam. Mieszkam tu dość długo i przychodzę tu prawie codziennie. A sama mieszkasz?
- Nie, z chłopakiem. i jego kolegami z zespołu.
- oo. ma zespół ?
- Tak , ma. Ale chyba muszę już iść.
- okej, pa, może jeszcze się spotkamy.
- mhm, hej.
Ta cała Amy była dość podejrzana. Wypytywała mnie o wszystko. Chyba na jakiś czas odpuszczę sobie to miejsce. Wróciłam do domu. Było około 15.00. Zrobiłam się głodna. Zajrzałam do lodówki. Nic. Niall wszystko wyżarł. Trzeba iść do sklepu. Przypomniało mi się, że chłopcy zostawili mi trochę kasy. Poszłam sobie na zakupy. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. A może to tylko ułuda... Po powrocie do domu zrobiłam sobie naleśniki z nutellą. Myślę, że Niall się nie obrazi jak trochę pożyczę sobie. Kiedy pałaszowałam moje danie. Do domu wpadli uradowani chłopcy.
- Hej jak Ci minął dzień? -spytał Harry dając mi buziaka w policzek.
- MOJA NUTELLA! - krzyknął Niall. - spokooojnie, już jesteś bezpieczna- wszyscy gapiliśmy się na niego z miną "WTF?!" , a on wyszedł coś tam szepcząc do niej.
- A mi ? Fajnie , wyszłam sobie , poznałam kogoś... - powiedziałam, jakby to zdarzenie z Niallem nie miało miejsca.
- Poznałaś kogoś? - spytał Harry.
- To koleżanka- powiedziałam i zrobiłam minę "Are you fucking kidding me?"
- No to nie mam się czym martwić.
- A jak tam Wasz dzień? - spytałam.
- A no okej. Jak zwykle.. - odpowiedział Lou.
- Ahaa...
- Ej, ja jadę do Dan, Lou jedziesz do Elki ? - odezwał się Liam. Louis tylko kiwnął głową i zniknęli za drzwiami.
- A Ty Zayn - zwrócił się do niego Hazza.- co masz zamiar robić ?
- Jadę do Perrie. Zostaję u niej na noc.
- Okej . Miłej zabawy. - puściłam oczko Zaynowi.
- A co my będziemy dzisiaj robić ? - spytał Haz.
- My ?
- No my.
- Nie wiem, może pójdziemy się przejść.
- Okej.
- A fanki Cię nie rozpoznają?
- Nie, pójdziemy w takie miejsce, gdzie spacerują same dziadki :D
_________________________________________________

środa, 15 sierpnia 2012

rozdział 11.

No to mamy za sobą tom 1. teraz tom 2 - uważam za otwarty ;)
_____________________________________________________
-Może później, chodź już na dół- wyrwałam się i szybko mu uciekłam.
Spotkaliśmy się już na dole. Poznałam Perrie, Eleonor i Danielle. Są bardzo miłe i sympatyczne. To dziwne, każdy z nich ma dziewczynie, tylko nie Niall. Ciekawe czemu... Nie ważne...
Pamiętam tylko, że graliśmy w butelkę, potem film mi się urwał.

 *rano*
Patrzę na zegarek- 12:00. No to nieźle sobie pobalowaliśmy. Ale chwileczkę, ja nie jestem w swoim pokoju. Co ja tu robię? Przecież to pokój Harrego. No cóż, pewnie mnie tu zaniesiono. Nie musiałam się jednak nad tym długo zastanawiać, bo z łazienki wyszedł właściciel tego pokoju.
 - Co ja tu robię ? - spytałam.
 - zaciągnęłaś mnie tu. - zaśmiał się.
- ja ? Ciebie ? Jak ? - byłam w szoku.
- powiedziałaś "Harry, ja Ciebie chcę. Choć tu, daj mi to czego pragnę" i takie tam.
- A Ty co zrobiłeś? - przełknęłam ślinę.
- A co miałem zrobić ? Dałem Ci to czego chciałaś.
- Serio ?!
- No pewnie... że nie.  Przystaliśmy na całowaniu. - powiedział.
- Uuuuuuch. - westchnęłam. - a już myślałam. Jeszcze jedno pytanie.
- Jakie ?
- Piłam ?
- No rejczel. inaczej byś tak do mnie nie mówiła.
- ahaa... - próbowałam wstać, ale strasznie mnie bolała głowa. opadłam bezsilnie na łóżko.
- cooo, kacyk ? - spytał Harry.
- no chyba. Wgl, to skąd był alkohol ? - spytałam.
- Lou przyniósł.
- aa, co zamierzacie dzisiaj robić?
- chyba pierw musimy coś załatwić w sprawie koncertów, a później to co zawsze.
- czyli ?
- czyli nic.  A ty co będziesz robić?
- chyba to co teraz ... Czyli leżeć w łóżku.
- A głodna nie jesteś ? - spytał z troską.
- Dzięki za troskę, ale ... jestem.
- to zaraz pójdziesz sobie po coś do jedzenia. - wystawił mi język.
- dzięki Ci, najtroskliwszy człowieku jakiego znam.
Postanowiłam się jednak ogarnąć, no, bo co mam tak leżeć cały dzień. Ubrałam

(oczywiście bez torebki i okularów, bo siedziałam w domu).



Zeszłam na śniadanie, a właściwie to już jakiś lunch. Zjadłam sobie hamburgera, którego zrobił mi Lou.
- Hej , Julia, idziesz z nami, czy zostajesz ? - spytał Liam.

sobota, 11 sierpnia 2012

rozdział 10.

   -Zrobimy tylko taką kameralną imprezę. - powiedział, uśmiechający się Niall.
-A ile ludzi tam będzie ludzi? - spytałam. Nie lubię być w tłumie i tak ogólnie.
-No ty, cała nasza piątka , no i może Danielle, Eleonor i Perrie ?
- Okej, może być. - odpowiedziałam.
- To może tak: - zarządzał wszystkimi Harry - Niall zajmiesz się jedzeniem. Liam: zadzwonisz do chłopaków i swojej dziewczyny, że jest impreza.
- A co z Wami ? - spytał Niall.
- My pójdziemy na zakupy. - odpowiedział, zwracając się po części do mnie, po części do niego.
- Na zakupy?! Ty chcesz mi coś kupować? O nie, nie, nie zgadzam się! - powiedziałam oburzona. Jeszcze będą plotki, że wykorzystuje jego i jego sławę.
- No weeeź, nie chcesz prezentu od chłopaaka? - powiedział i mnie pocałował.
- Skoro nalegasz?- W sumie to czemu nie? Jeśli dają to bierz- pomyślałam.
No więc, zakupy były strasznie udane. Udało mi się naciągnąć Harrego , no może nie naciągnąć, bo sam chciał na między innymi to: shorty,  conversy, jeansy, bluzę, t-shirt, sukienkę, bejsbolówkę, czerwone rurki,  spodnie, i dwie koszule. No cóż, trochę tego było.
Po powrocie do domu, było jakoś po 17:00
- Ej, impreza będzie o 19:00. - poinformował nas Niall. - a chłopaki wrócą od razu na bibę ;D
- Okej, to ja może pójdę się przebrać. - poinformowałam ich.
- Czekaj, ja też pójdę. - powiedział Harry.
- Czy Ty musisz wszędzie za mną tak łazić ? - powiedziałam żartobliwie, gdy już weszliśmy do pokoju.
- Wiesz, że nigdy Cię nie opuszczę.- uśmiechnął się i objął w pasie.
- Oj, Hazzusiu. Nie czas na takie czułości teraz. Trzeba się przygotować. W końcu to impra na moją cześć, co nie? - powiedziałam z uśmieszkiem na twarzy.
Wyrwałam mu się z objęć i podeszłam do szafy. Wybrałam ciuchy i ubrałam się tak :
http://szafa.pl/c5524474-moj-stroj-na-impreze.html - musisz skopiować link :)

Następnie uczesałam się i zrobiłam taką fryzurę. Zrobiłam delikatny makijaż i wyszłam z łazienki.
- No w końcu, już myślałem, że utonęłaś w wannie- powiedział mój towarzysz.
- Nawet się nie kąpałam chłopcze - zaśmiałam się. - I jak ? Podoba Ci się?
- Jak dla mnie możesz chodzić ubrana jak żul, albo nawet nago i tak zawsze będziesz mi się podobać. - uśmiechnął się łobuzersko.
- HARRY!- zgromiłam go.
- No co? Co ja takiego powiedziałem?
- NAGO ? !
- No coooo? - znowu się szczerzył.
- Teraz Ty idź się przebrać.- rozkazałam.
- Okej idę, idę. - wyszłam za nim.
- Czy ty musisz wszędzie za mną chodzić? - zaczął mnie przedrzeźniać. Pokręciłam tylko głową z politowaniem.
- No ładnie. - podsumowałam.
- Ładnie? Tylko ładnie? - no i znowu ujrzałam rząd jego śnieżnobiałych zębów.
- A co byś jeszcze chciał? - podszedł do mnie i objął.
- Może coś więcej ?
- Może później. Chodź na dół już. - wyrwałam się i szybko mu uciekłam.
_____________________________________________________
Ołkej, koniec TOMU NR.1 !!! TUMTURURURURURUURUR. NIEDŁUGO 2 CZĘŚĆ :)

czwartek, 9 sierpnia 2012

Rozdział 9.

- Czy to znaczy, że... - podniósł moją głowę i spojrzał na mnie.- możemy być już razem?
- Harry, ja przepraszam...- powiedziałam, bez zakończenia.
- Okej, rozumiem, że nie chcesz...- odparł zrezygnowany.
- Ale Harry, dasz mi skończyć? *milczenie*Okej. Więc tak. Przepraszam , że nie doceniałam tego co mi dawałeś i w ogóle Was nie doceniałam i że na Was żeruję, bo nie mam tam nikogo i... - rozbeczałam się ostatecznie. - i mówię TAK.
- Słuchaj ... Nie przepraszaj... i nie żerujesz na nas. To tylko nasza dobra wola, żeby Cię karmić i opiekować się Tobą. Przecież inaczej... Czekaj, czekaj. TAK ?! - zakończył swoją przemowę.
- Tak, a teraz już chodźmy po resztę rzeczy i jedziemy już. - powiedziałam. 
Skierowaliśmy się w kierunku domu i szliśmy. Tym razem za rękę. 

*po przyjściu do domu* 
-  Ok, czas się spakować. 
- Swoją drogą, Julia, masz ładny dom.- stwierdził Liam.
- Chyba miałam. Chociaż teraz też mam ładny- chodziło mi o ich dom. Skoro mieszkam tam już na stałe, to mogę uważać go również za mój, nie ? No, ale te głąby nie skumały. Popatrzyły na siebie po rozumiewawczo. 
Poszłam do pokoju, te czuby oczywiście za mną. Jakiegoś specjalnego szału nie było. Zwykły pokój. Usiedli na łóżku, a ja pakowałam rzeczy. 
- Już ? Tylko tyle? - spytał zdziwiony Harry. 
- A przepraszam ile Ty byś chciał ? - odpowiedziałam.
- Dobra, trzeba będzie ci coś kupić. - powiedział.
- Ej, zakochańce- wtrącił Liam.- musimy iść. Niedługo odlatujemy. Pamiętacie jeszcze, że mieszkamy w Looooonddyyyyyynieeee? 
- Dobra, dobra, spoko.
Wzięłam wszystko i wyszliśmy. Odwróciłam się i spojrzałam ostatni raz na dom. Jeśli kogoś to interesuje, ubrana byłam tak. Wsiedliśmy do taksówki i odjechaliśmy na lotnisko. Przeszliśmy przez odprawę i za chwilę byliśmy w samolocie. Lot był okej. Gadaliśmy o tym, jak teraz będzie, kiedy zamieszkam z nimi. Czy reszta się z tego ucieszy. Jak ja sobie dam radę.
Wysiedliśmy, odebraliśmy wszystkie moje bagaże i pojechaliśmy. Po wejściu do domu ujrzeliśmy tylko Nialla, jak zwykle ze łbem w lodówce. A
-A gdzie reszta ?- zapytał Harry.
- pojechali gdzieś, ale dokładnie nie wiem- mówił przeżuwając coś- chyba do swoich dziewczyn.
- Cóż, Ty też mógłbyś sobie jakąś znaleźć.-powiedział Loczek ze śmiechem.
- Mam jedzenie- odparł z dumą- a tak skoro temat dziewczyn, to czy wy w końcu jesteście razem ?
- Co miało znaczyć to "w końcu"? - zapytałam, japiąc się pod boki.
- Tak, tak jesteśmy razem. - powiedział Harry, chcąc załagodzić sytuację.
- No, to gratuluję. Trzeba to uczcić gołąbeczki! - oznajmił.
- Tylko pamiętaj, jestem tu na okres próbny. Jeśli coś mi się stanie, bezpowrotnie wracam do Polski.
- Dobra, dobra. Będzie okej. Zrobimy małą, kameralną imprezę! :D
_________________________________________________
Dobra, informuje, że to przed ostatni rozdział tej części. Później będzie druga, którą już napisałam. :)
Mam nadzieje, że się podobało.


Ps. chcesz, żebym Cię informowała o nowym rozdziale? Zostaw swój tt.

@traampeek 

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 8.

*3 tygodnie później.*
Do tego czasu dni mijały praktycznie tak samo. To gdzieś poszliśmy, to chłopcy mieli jakieś spotkania i takie tam. Bardzo zżyłam się z chłopakami i teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich.

*dzień wyjazdu*
Tak, to właśnie dzisiaj miałam pojechać z Harrym i Liamem do domu, aby przekonać rodziców, do zamieszkania tutaj z chłopakami. Lot był dość wcześnie, więc wstałam rano. Ubrałam się w TO, przygotowałam do wyjazdu, i właśnie do pokoju wszedł Liam.
- Jesteś gotowa?
- Tak już prawie.
- To dobrze. Przyniosłem Ci śniadanie. Zjedz i schodź na dół, zaraz się się zbieramy.
- Okej, za 10 minut zejdę .
Zjadłam to co mi przyniesiono. A tak swoją drogą, to podoba mi się śniadanie przynoszone do pokoju. To miłe. Zeszłam na dół. Na wszelki wypadek pożegnałam się tak już na zawsze z Niallem, Zaynem i tak najbardziej z Lou.
-Dość tych czułości, bo musimy jechać, a poza tym, będę zazdrosny. - "zażartował" Hazza.
Wsiedliśmy do samochodui pojechaliśmy na lotnisku. Chłopcy mieli czapki i okulary, żeby ich nie poznano.
Lot minął dobrze. Lecz gdy weszłam do domu (oczywiście wraz z chłopcami) spotkała mnie nie miła niespodzianka.
-Wrócii... łam. Co się stało? - wchodząc do polskiego domu (xd) zauważyłam babcię. Płaczącą babcię.
- Gdzie są rodzice? - spytałam zaniepokojona. Spojrzałam nerwowo ma chłopaków, ale oni nawet nie wiedzieli co mówię.
- Julciu... Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale oni...- powiedziała babcia.
- Nie, to nie może być prawda! - krzyknęłam. - jak to się stało? - Li i Hazza wciąż nie wiedzieli o co chodzi.
- Ciiii. Będzie dobrze.- Pocieszali mnie Liam i Harry, chociaż nawet nie wiedzieli o co chodzi.
- Babciu, jak to się stało? - dalej mówiłam w ojczystym języku.
- Jechali do sklepu, i po prostu ... chyba wiesz już co było dalej. Wciąż płakałam. Ale przynajmniej sprawa wyjazdu była załatwiona. Musiałam jakoś pomóc babci, więc musiałam też trochę się usamodzielnić. A przecież, chłopacy zapewniali mi jedzenie i całodobową opiekę. O naukę też zadbają.
- A tak swoją drogą Julciu... - zaczęła babcia - to miałaś przyjechać dopiero za miesiąc.
- Właśnie , jest sprawa. Babciu. To jest Liam, a to Harry. - wskazałam na nich- jest taka propozycja, żebym tam z nimi zamieszkała. Po odejściu Ady oni przygarnęli mnie. Dawali mi jeść, opiekowali, pocieszali, i powiedzieli, żebym się o szkołę nie martwiła, i że oni to załatwią. A poza tym, są bogaci, więc nie będę potrzebowała kasy. - oczywiście znajdę pracę, ale nic babci o tym nie mówię, bo będzie się martwiła, a te oszołomy też nic nie rozumieją.
- Nie wiem.  - gdyby babcia umiała mówić po angielsku, albo oni po polsku, byłoby o wiele prościej. - myślisz, że będzie Ci tam lepiej?
- Babciu, tam naprawdę będzie mi lepiej. Zostaniemy tu do pogrzebu rodziców, a później wyjadę do Anglii.
- Jak w sumie chcesz. Mam nadzieję, że chłopcy są pełnoletni?- spojrzała na zdezorientowanych chłopców
- Oczywiście.
- W takim razie chyba się zgadzam.
- Babciu! Dziękuję!- rzuciłam sie na  babcię, w dobrym słowa znaczeniu oczywiście. Chłopcy uśmiechnęli się. Chyba skumali o co chodzi. Teraz natomiast to oni byli przeze mnie stratowani.
- Możesz? - spytał Harry.
- Jasne, że mogę.! - odparłam po polsku. Zapomniałam się.
- Yyy. możesz mówić po angielsku. ?- spytał rozweselony Liam.
- No peeewnie, że mogeeeee! - I jeszcze raz ich przytuliłam.- tylko jest pewien problem...
- jaki ? - spytali jednocześnie
- moi rodzice nie żyją...
-bardzo nam przykro - łza spłynęła mi po policzku.
- nie ważne, musimy tylko zostać tu do pogrzebu. Czyli jakoś 3 dni.
- myślę , że damy radę. Nie , Harry? - spytał Liam.
- Pewnie, swoją drogą, pokażesz nam swój kraj :3

*po pogrzebie*
Te trzy dni szybko zleciały. Chłopcy chodzili w "kamuflarzu", więc nikt ich nie rozpoznał. Oprowadziłam ich po Poznaniu i jakoś zleciało. Odbył się pogrzeb, a mi się przypomniało, że mam tu chłopaka, niestety.
- Harry, Liam.
-Tak ?
-Zostaniecie sami w domu ? muszę iść z czymś skończyć. Harry opowiedz Liamowi.
- Okej.
Wyszłam. Było ich tylko dwóch, więc chata bezpieczna. Zresztą jest wystawiona sprzedaż.
Zadzwoniłam do Dawida- mojego chłopaka.
-Halo? - odebrał.
- masz czas ? - spytałam.
- Julia?
- Nie , święty mikołaj.
- mówiłaś, że...
- tak mówiłam.. masz czas czy nie ?
- no mam w sumie.
- to przyjdź zaraz na tą polanę, gdzie mieliśmy pierwszą randkę.
- okej. - odłączyłam się.
Poszłam w umówione miejsce. On już tam siedział. Miał dużo bliżej w to miejsce niż ja.
- Więc co chciałaś ?
- To koniec.
- Zrywasz. ?
- Tak. Poznałam kogoś o wiele lepszego.
- aha.
- AHA? TYLKO AHA ? A TAK SIĘ O MNIE MARTWIŁEŚ!
- no i ? już dawno miałem Cię rzucić.
- że ... że co ?!\
- jak to co? Twoja kumpelka nie mówiła Ci jak poszła ze mną do łóżka?
- że przepraszam co ? a z resztą nie ważne. - odbiegłam stamtąd.
Biegłam przed siebie w stronę domu. Z daleka widziałam znaną mi sylwetkę. To Harry. Szedł za mną. Chyba zauważył, że płacze, bo biegł szybciej. Dosłownie wpadłam mu w ramiona.
- Będzie dobrze spokojnie. - powiedział. Teraz już wiedziałam, że go kocham.
- Mam Ciebie Harry. To mi wystarczy.
- Czy to znaczy, że... - podniósł moją głowę i spojrzał na mnie..

sobota, 4 sierpnia 2012

Rozdział 7.

W drodze na kolację, rozmawialiśmy, śmialiśmy się i takie tam. Weszliśmy do restauracji. O dziwo żaden reporter nas nie gonił, ale to lepiej. Zamówiliśmy jedzenie i głodni czekaliśmy na posiłek. Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, aż w końcu odezwał się Harry.
- Nie spytałem nawet, czy tobie podoba się ten pomysł.
Rozmowę przerwała nam kelnerka z zamówieniem. Zjedliśmy, Harry zapłacił i poszliśmy jeszcze na krótki spacer do pobliskiego parku.
- Mogę Ci coś powiedzieć?- spytał.
- Jasne.- byłam bardzo ciekawa.
- Kocham Cię Julia. - teraz byłam zszokowana.
- Mówiłeś mi to już. - uśmiechnęłam się i wystawiłam mu język.
- A ty mi czegoś nie powiesz? - uśmiechnął się łobuzersko.
- Nie. - teraz to ja tak się uśmiechnęłam. Stanęliśmy
- Dlaczego?
- Dlaczego? - spojrzałam mu prosto w oczy. - znam Cię zaledwie kilka dni. Jak już kiedyś wspominałam, nie jestem Waszą szaloną fanką, więc nie wiem za bardzo nic o Was. Okej, znam piosenki, ale nie znam Ciebie, ani pozostałej czwórki.
- Może do wyjazdu to się jeszcze zmieni.- teraz to on patrzał się na mnie tymi swoimi zielonymi, cudownymi oczami.
Spacerowaliśmy dalej.
- Wracajmy już. Dochodzi 21.00- powiedziałam- jestem zmęczona.
- Okej, jak chcesz :).
Po powrocie, weszłam do swojego pokoju, przebrałam się w TO i postanowiłam wejść na lapka. Posiedziałam chwilę i zeszłam na dół do chłopaków. Siedzieli i oglądali coś w TV.
-Jak tam Wasza randka?- zapytał Lou, jak zwykle uśmiechnięty.
-Wspa...- usiłował powiedzieć Styles, jednakowoż ja mu przerwałam.
-To nie była randka, tylko wspólne wyjście na kolację! - powiedziałam, troszkę podniosłym głosem.
- Taaaaa, jaaaaasne. - Powiedział Niall.
Zauważyłam, że Harrego znowu coś gryzło. Nadchodziła 23.00.
-Idę do łóżka. Dobranoc!- krzyknęłam wszystkim na do widzenia.
- Z kim idziesz do łóżka ? - zapytał jakże rozbawiony Lou.
- LOUIS! ZAMKNIJ SIĘ!- grzmotnęłam, niczym Zeus piorunami. xd
- tiaaa, ja też chyba już pójdę. - powiedział Harry.
- Tylko grzecznie tam dzieci!
- LOUIS! - krzyknęliśmy razem.
- Dobra . Dobra. Powiedział z miną: `to nie ja`, a my pognaliśmy na górę.
Wzięłam prysznic i poszłam spać.

*następnego dnia*
wstałam o 10.00. Zeszłam na dół w piżamie. Trafiłam najpierw do kuchni. Siedział tam tylko Louis, jakiś taki przygnębiony. Albo zły. Nie wiem jak to nazwać.
-Gdzie Harry ?
-Widziałaś dzisiejszą gazetę?- odpowiedź z serii pytaniem na pytanie.
- Nie, a co tam takie... - nagle mina mi zrzedła. - o niee... Harry to widział?!
- Tak, to on przyniósł mi tą gazetę, jak jadłem śniadanie. Wyszedł po zakupy i ... chyba wiesz, co potem. Dostałem nieźle po łbie... - Łzy napłynęły mu do oczu.
Na okładce ukazani byliśmy my, na zakupach,  kiedy kupowałam sukienkę.
- Poczekaj, pójdę do niego...
- Nie!- powiedział i złapał mnie za rękę- nie możesz bo...
- O! czyli Wy rzeczywiście razem jesteście?- Harry wpadł do kuchni.
- Nie Harry... Poczekaj, to nie tak!- powiedzieliśmy razem z Lou.
- Ooo. Jaki zgodny chórek. A pieprzcie się czy co tam ... Nie ważne. - wyszedł.
- I co my mamy teraz zrobić? - zapytał załamany Louis.
- Hmm. Może pójdę po Liama i on coś zdziała. Przecież wiesz... - przedstawiłam mu swój pomysł.
- Tak, może będzie wtedy lepiej.
Nie musiałam nawet wchodzić do pokoju Liama, bo sam wyszedł jak na zawołanie. Wyjaśniłam mu wszystko. Na szczęście zgodził się pomóc. Wszedł do pokoju Hazzy, a ja przyłożyłam ucho do drzwi. Niestety, nic nie było słychać, więc poszłam do siebie.

*po godzinie*
Wciąż siedzę w swoim, gościnnym pokoju. Z pokoju obok słyszę jakieś krzyki. Czyli Liam wciąż tam jest. Nagle *TRZASK*. Drzwi od pokoju Hazzy. Nagle otwierają się moje drzwi. Wchodzi Harry.
-Co ? - burknęłam.
-Chciałem Cię przeprosić. - powiedział ze skruchą.
- O , serio ? Mogłeś chociaż dać mi, a może NAM dojść do głosu. No, dobrze. Wybaczam. Ale myślę, że będzie lepiej jak przeprosisz kogoś innego, kogo znasz o wieeeeleee dłużej niż mnie.
- Czyli jest okej. ?
- Taak. A teraz idź do tego marchewkożercy. I pamiętaj, że wybaczam Ci po Cię bardzo polubiłam. ;P
-Okej , dzięki- dał mi buziaka w policzek, przytulił i poszedł do Lou. Włączyłam sobie telewizję i postanowiłam coś pooglądać.
_________________________________________________
Dobra, macie tu jakiś badziew, a ja polecam dużo lepszego bloga. Wspaniała dziewczyna, wspaniale pisze! Link: http://onedirectionforeverinmyheart.blogspot.com/