*3 tygodnie później.*
Do tego czasu dni mijały praktycznie tak samo. To gdzieś poszliśmy, to chłopcy mieli jakieś spotkania i takie tam. Bardzo zżyłam się z chłopakami i teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich.
*dzień wyjazdu*
Tak, to właśnie dzisiaj miałam pojechać z Harrym i Liamem do domu, aby przekonać rodziców, do zamieszkania tutaj z chłopakami. Lot był dość wcześnie, więc wstałam rano. Ubrałam się w TO, przygotowałam do wyjazdu, i właśnie do pokoju wszedł Liam.
- Jesteś gotowa?
- Tak już prawie.
- To dobrze. Przyniosłem Ci śniadanie. Zjedz i schodź na dół, zaraz się się zbieramy.
- Okej, za 10 minut zejdę .
Zjadłam to co mi przyniesiono. A tak swoją drogą, to podoba mi się śniadanie przynoszone do pokoju. To miłe. Zeszłam na dół. Na wszelki wypadek pożegnałam się tak już na zawsze z Niallem, Zaynem i tak najbardziej z Lou.
-Dość tych czułości, bo musimy jechać, a poza tym, będę zazdrosny. - "zażartował" Hazza.
Wsiedliśmy do samochodui pojechaliśmy na lotnisku. Chłopcy mieli czapki i okulary, żeby ich nie poznano.
Lot minął dobrze. Lecz gdy weszłam do domu (oczywiście wraz z chłopcami) spotkała mnie nie miła niespodzianka.
-Wrócii... łam. Co się stało? - wchodząc do polskiego domu (xd) zauważyłam babcię. Płaczącą babcię.
- Gdzie są rodzice? - spytałam zaniepokojona. Spojrzałam nerwowo ma chłopaków, ale oni nawet nie wiedzieli co mówię.
- Julciu... Nie wiem, jak Ci to powiedzieć, ale oni...- powiedziała babcia.
- Nie, to nie może być prawda! - krzyknęłam. - jak to się stało? - Li i Hazza wciąż nie wiedzieli o co chodzi.
- Ciiii. Będzie dobrze.- Pocieszali mnie Liam i Harry, chociaż nawet nie wiedzieli o co chodzi.
- Babciu, jak to się stało? - dalej mówiłam w ojczystym języku.
- Jechali do sklepu, i po prostu ... chyba wiesz już co było dalej. Wciąż płakałam. Ale przynajmniej sprawa wyjazdu była załatwiona. Musiałam jakoś pomóc babci, więc musiałam też trochę się usamodzielnić. A przecież, chłopacy zapewniali mi jedzenie i całodobową opiekę. O naukę też zadbają.
- A tak swoją drogą Julciu... - zaczęła babcia - to miałaś przyjechać dopiero za miesiąc.
- Właśnie , jest sprawa. Babciu. To jest Liam, a to Harry. - wskazałam na nich- jest taka propozycja, żebym tam z nimi zamieszkała. Po odejściu Ady oni przygarnęli mnie. Dawali mi jeść, opiekowali, pocieszali, i powiedzieli, żebym się o szkołę nie martwiła, i że oni to załatwią. A poza tym, są bogaci, więc nie będę potrzebowała kasy. - oczywiście znajdę pracę, ale nic babci o tym nie mówię, bo będzie się martwiła, a te oszołomy też nic nie rozumieją.
- Nie wiem. - gdyby babcia umiała mówić po angielsku, albo oni po polsku, byłoby o wiele prościej. - myślisz, że będzie Ci tam lepiej?
- Babciu, tam naprawdę będzie mi lepiej. Zostaniemy tu do pogrzebu rodziców, a później wyjadę do Anglii.
- Jak w sumie chcesz. Mam nadzieję, że chłopcy są pełnoletni?- spojrzała na zdezorientowanych chłopców
- Oczywiście.
- W takim razie chyba się zgadzam.
- Babciu! Dziękuję!- rzuciłam sie na babcię, w dobrym słowa znaczeniu oczywiście. Chłopcy uśmiechnęli się. Chyba skumali o co chodzi. Teraz natomiast to oni byli przeze mnie stratowani.
- Możesz? - spytał Harry.
- Jasne, że mogę.! - odparłam po polsku. Zapomniałam się.
- Yyy. możesz mówić po angielsku. ?- spytał rozweselony Liam.
- No peeewnie, że mogeeeee! - I jeszcze raz ich przytuliłam.- tylko jest pewien problem...
- jaki ? - spytali jednocześnie
- moi rodzice nie żyją...
-bardzo nam przykro - łza spłynęła mi po policzku.
- nie ważne, musimy tylko zostać tu do pogrzebu. Czyli jakoś 3 dni.
- myślę , że damy radę. Nie , Harry? - spytał Liam.
- Pewnie, swoją drogą, pokażesz nam swój kraj :3
*po pogrzebie*
Te trzy dni szybko zleciały. Chłopcy chodzili w "kamuflarzu", więc nikt ich nie rozpoznał. Oprowadziłam ich po Poznaniu i jakoś zleciało. Odbył się pogrzeb, a mi się przypomniało, że mam tu chłopaka, niestety.
- Harry, Liam.
-Tak ?
-Zostaniecie sami w domu ? muszę iść z czymś skończyć. Harry opowiedz Liamowi.
- Okej.
Wyszłam. Było ich tylko dwóch, więc chata bezpieczna. Zresztą jest wystawiona sprzedaż.
Zadzwoniłam do Dawida- mojego chłopaka.
-Halo? - odebrał.
- masz czas ? - spytałam.
- Julia?
- Nie , święty mikołaj.
- mówiłaś, że...
- tak mówiłam.. masz czas czy nie ?
- no mam w sumie.
- to przyjdź zaraz na tą polanę, gdzie mieliśmy pierwszą randkę.
- okej. - odłączyłam się.
Poszłam w umówione miejsce. On już tam siedział. Miał dużo bliżej w to miejsce niż ja.
- Więc co chciałaś ?
- To koniec.
- Zrywasz. ?
- Tak. Poznałam kogoś o wiele lepszego.
- aha.
- AHA? TYLKO AHA ? A TAK SIĘ O MNIE MARTWIŁEŚ!
- no i ? już dawno miałem Cię rzucić.
- że ... że co ?!\
- jak to co? Twoja kumpelka nie mówiła Ci jak poszła ze mną do łóżka?
- że przepraszam co ? a z resztą nie ważne. - odbiegłam stamtąd.
Biegłam przed siebie w stronę domu. Z daleka widziałam znaną mi sylwetkę. To Harry. Szedł za mną. Chyba zauważył, że płacze, bo biegł szybciej. Dosłownie wpadłam mu w ramiona.
- Będzie dobrze spokojnie. - powiedział. Teraz już wiedziałam, że go kocham.
- Mam Ciebie Harry. To mi wystarczy.
- Czy to znaczy, że... - podniósł moją głowę i spojrzał na mnie..
ooh boskie < 333 mam nadzieję że Hazza i Julia będą razem ; ) czekam na nn ;DD ;**
OdpowiedzUsuńŚwietny ;DD Cieszę się , że wpadłam na twojego bloga ;) Zapraszam też do mnie ;]
OdpowiedzUsuńNo co za rozdział! :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba blog, z resztą rozdział również ;* Czekam na nn i zapraszam do sb na http://4ever-onedirection.blogspot.com/
P.S. Jeżeli możesz to informuj mnie tam w zakładce "Spam i powiadomienia". Bd Ci za to wdzięczna ;)